Sunday, July 18, 2010

Kobiety u Koterskiego-02

Matka

Matka jest w filmach Koterskiego osobą kochaną i jednocześnie nienawidzoną z całej duszy. Główny problem bohatera polega na tym, że Adaś ciągle jest „synusiem mamusi”, co podkreśla zdrobniała forma imienia. Matka (Agnieszka Wagner) z Nic śmiesznego nie akceptuje synka, bo miał być dziewczynką, ale jednocześnie absolutnie go od siebie uzależnia. Kiedy mały Adaś oddala się w towarzystwie innego chłopca i dziewczynki, matka biegnie za nim i rozpaczliwie woła: „Adasiu! Chciałeś uciec od mamusi, Adasiu? Dokąd ty chciałeś iść, Adasiu? Przecież byś się zatęsknił, zapłakał.” Wszystko to wydaje się naturalnym odruchem kobiety, która troszczy się swoje dziecko, ale w kontekście dorosłego życia Miauczyńskiego scena ma symboliczną, złowieszczą wymowę, tym bardziej, że oderwany od towarzystwa Adaś widzi, jak dziewczynka z niego drwi i odchodzi za rękę z drugim chłopcem.

Matka pełni w życiu Miauczyńskiego rolę boginii Tiamat z babilońskiego mitu. Jest to boginii najwyżej stojąca w hierarchii (zamiast męskiego Zeusa, czy Boga Stwórcy), co jest przejawem panowania kobiet, w przeciwieństwie do patriarchalnego świata Biblii. Synowie pokonują w końcu Tiamat i w ten sposób system matriarchalny zostaje zastąpiony przez patriarchat#. Adaś nie potrafi pokonać matki i całe życie pozostaje pod jej wpływem, co rodzi frustracje i nienawiść do rodzicielki, która zdaje się posiadać same wady.

Matka 2

W Dniu Świra główną cechą matki (Janina Traczykówna) jest niemożliwość porozumienia się z nią i to nie ze względu na różnicę pokoleń i doświadczeń, ale prawie ze względu na różnicę gatunków. Matka jest mało człowiecza, wyrzuca z siebie gotowe formułki jak osoba bez duszy, jest w stanie jedynie karmić syna zupą pomidorową i pouczać go tymi samymi nudnymi frazesami dotyczącymi górnego światła czy skrobania zimnego masła. Może takie nauki nie byłyby tak nieczłowiecze, gdyby nie fakt, że matka powtarza je od trzydziestu lat bez względu na niechęć syna do górnego światła oraz wzorowe skrobanie przez niego masła. Staruszka ciągle powtarza to samo, tępo patrząc przed siebie i nie bacząc na powód wizyty – Adaś przecież właśnie próbuje się zwierzyć ze swoich problemów, rozpoczynając od relacji z pracy, w której przerwał lekcję, bo nie potrafił znieść obojętności klasy wobec Sonetów Krymskich. W normalnych stosunkach międzyludzkich taka opowieść stałaby się najprawdopodobniej wstępem do szczerej rozmowy o targających Adasiem wątpliwościach, problemach, poczuciu bezsensu i frustracji, ale w relacji z „zupopomidorowym potworem” bez duszy cała rozmowa kończy się na kilku stwierdzeniach, że „Przecież ty lubisz swoją pracę” i „Następnym razem dokończysz lekcję”, które nie wychodzą poza powierzchowną warstwę problemu i niczego nie rozwiązują, a później cała rozmowa, zamiast przenieść się w kierunku przyczyn zdarzenia i uczuć, kieruje się dokładnie w odwrotnym kierunku – na jedzenie i odpoczynek, tak jakby talerz zupy był w stanie rozwiązać egzystencjalne problemy człowieka. Kadr skomponowany jest w ten sposób, że rozmówcy siedzą po przeciwnych stronach bardzo długiego stołu, między nimi stoją dwa wolne krzesła po każdej stronie a oni pozostają w oddaleniu fizycznym i mentalnym. Kiedy oglądamy matkę oczami Adasia, nie ma mowy o stosowaniu zbliżenia – kobieta pokazywana jest na końcu stołu, co podkreśla dystans, bo fizyczna bariera między matką a synem nigdy nie znika z pola widzenia kamery.

Dzięki tej rozmowie wszystko staje się jasne: nie ma szans na głębokie porozumienie, bo matka jest istotą z poziomu oralnego. Całe jej życie polega na karmieniu rodziny i niczego innego nie można się po niej spodziewać, bo to trochę tak jakby oczekiwać, że kura zacznie szczekać. Miauczyński zresztą ma pretensję do matki, ale wie, że nie może już jej sądzić, bo jego zdaniem to jak sądzić teraz Pinocheta. Oznacza to, że kobieta jest już zbyt leciwa, żeby potępiać ją za brak porozumienia przez całe życie, ale jednocześnie stwierdzenie to zawiera nutkę pogardy – matka jest kimś, kogo w ogóle nie da się sądzić, bo zrozumienie nigdy nie było możliwe.

Matka 3

Poza nieobecnością w tej istocie wyższego poziomu odpowiedzialnego za refleksje, przeżycia i wątpliwości taka redukcja matki ma również zupełnie inne konsekwencje. Kobieta dba o podstawy egzystencji swoich bliskich i w ten sposób zdobywa nad nimi niepodzielną władzę (tu odnajdujemy znowu boginię Tiamat). Z jednej strony jest istotą niższą, bo pozornie nieposiadającą duszy, ale z drugiej strony, jako reprezentantka ciała, jego biologicznych potrzeb i słabości wygrywa nad wszelkimi wyższymi uczuciami. Wszyscy jesteśmy Chrystusami pokazuje, że matka (Agnieszka Grochowska), nie tylko rządzi w domu, ale po prostu jest domem. Ojciec zachowuje pozory władzy, ale są to tylko insygnia, bez realnych prerogatyw. Mówiąc wprost, może podnieść głos, może na własny rachunek zrobić coś głupiego, ale matka zawsze jest na straży domowego ogniska – patrzy z okna na męża wracającego do domu slalomem, chroni synka przed piciem wódki, którą ojciec bezmyślnie pozwala mu degustować, a później znowu jest domem, schronieniem dla dorosłego syna, którego nikt już nie chce i nikt, oprócz niej, nie jest w stanie znieść. Nawiasem mówiąc, jedyne sceny, w których matka pojawia się bez kontekstu stołu i posiłku domowego, to wydarzenia będące konsekwencją alkoholizmu Miauczyńskiego. Raz Matka biegnie ulicą, żeby ratować syna chwiejącego się na środku drogi wśród samochodów, a innym razem leży w szpitalu i cierpi dużo gorzej niż by naprawdę musiała, dlatego że syn pił z kolegami, zamiast wrócić do domu i jej pomóc. Jednym słowem pijaństwo syna wyrywa matkę z jej naturalnego środowiska i nie pozwala jej pełnić funkcji przypisanych jej od wielu lat, a matce w ogóle przypisanych od wieków. Alkohol właściwie ją detronizuje, bo w domu zaczyna teraz rządzić butelka, a rytualność domowego ogniska przenosi się na barkę Jutrzenka i zamiast rozwijać się wokół obiadu, koncentruje się na kolejnych kuflach piwa czy kieliszkach mocniejszego trunku. Kobieta traci władzę i funkcję kapłanki, ale wciąż instynktownie stara się dbać o syna. Nie wie jednak jak należałoby się o niego zatroszczyć w warunkach jego częściowej niepoczytalności i w rezultacie jej starania obracają się przeciwko Miauczyńskiemu – dzięki matce ma on po prostu idealne warunki do picia.

Matka 4

Zanim jednak nastąpi detronizacja matki z jej tronu w królestwie domowym pokazane jest jak rządzi ona despotycznie swoim dorosłym synem. Wyznaczone przez nią posiłki stanowią nieprzekraczalne punkty dnia, a pytanie, „Na którą chcesz obiad?” (Ajlawju) jest tak samo pozorne, jak pytanie „Co się stało?” (Dzień Świra), kiedy Adaś w przychodzi odwiedzić matkę. Widomo, że matka wcale nie jest zainteresowana tym, co się stało, a obiad będzie na tę godzinę, którą ona wyznaczy. Poza tym pruderyjnie podkreśla swoją suwerenność, mówiąc, że ona też chce wyjść, a nie siedzieć cały czas przy garach. W rzeczywistości to ona sama, jak typowa Matka Polka tworzy świat, w którym ona opiekuje się domownikami, dba o dom, gotuje i rządzi.

Jak ważną osobą jest Matka, pokazują sceny, w których Gosia (Katarzyna Figura) wchodzi na czworakach po schodach do pokoju Adasia, chociaż oboje są już w pełni dorośli i z nikim niezwiązani. Jak zauważa Mazierska: „Ponieważ matka nigdy nie ma do syna pretensji o ‘złe prowadzenie się’, ani mu go nie zabrania, rodzi się podejrzenie, że to nie matka Miauczyńskiego jest pruderyjna i zazdrosna o syna, ale on przypisuje jej te cechy, by móc ją o nie oskarżać, a siebie oczyszczać z winy”#. Nie można jednak zapomnieć o dzieciństwie Adasia (Nic śmiesznego), kiedy matka nie akceptowała jego płci, związanego z nią stroju i zachowań i starała się go zatrzymać całkowicie dla siebie. Wydaje się, że to raczej sytuacja w domu rodzinnym i związek z matką w czasie dzieciństwa, a nie jakiś konkretny konflikt czy reprymenda z życia dorosłego mają wpływ na to, że wszelkie związki Adama nie przekraczają progu domu rodzinnego. Wszystko musi pozostać w świecie zewnętrznym, bo dom, to matka, która nie akceptuje konkurencji, a jeżeli nawet nowym domem staje się żona, to w każdym razie dwa domy Miauczyńskiego muszą pozostać oddzielone od siebie grubym murem i przemieszczać się między nimi może jedynie on sam, przy czym dom matki jest jednak zawsze bardziej stały, pierwotny i właśnie tam można się schronić w razie osiągnięcia kompletnego dna. Zwłaszcza w kontekście Domu wariatów nie wydają się słuszne podejrzenia, że wrogość matki do innych kobiet syna jest czystym urojeniem. Wyraźnie widać, że po wejściu Wandy (Anna Nehrebecka), żony Gigiego (Leszek Teleszyński) śmiechy ustają, sytuacja robi się niezręczna, chociaż wcześniej Matka z Ojcem (Bohdana Majda, Tadeusz Łomnicki) zaśmiewali się serdecznie z głupiego żartu syna. Jak uciążliwe mogą się stać tak chłodne stosunki domowe, widać w scenie, w której Wanda zaciekle kłóci się z matką i rzuca nią różnymi przedmiotami, zaraz po próbie popełnienia samobójstwa. Matka zwleka nawet z wezwaniem karetki pogotowia i nie wydaje się ani trochę poruszona próbą samobójczą synowej. Widać, że w małżeństwie Gigiego widzi wady tylko jednej strony („No i co on się z nią ma”) i bardzo surowo ocenia Wandę, idealizując jednocześnie własne dziecko.

Matka 5

Władczość matki jest szczególni wyeksponowana w Domu wariatów, ponieważ wizyta syna stwarza jej idealną okazję, żeby podkreślić swoją pozycję w obecności większego niż zwykle audytorium#. Na co dzień rządzenie objawia się pewnie głównie wyznaczaniem pory posiłków, dopilnowywaniem ich rytualności, docinkami, przestawianiem przedmiotów (w czym oboje małżonkowie się lubują), ale dzięki pojawieniu się słuchacza, matka może jeszcze upokarzać męża, udowadniając mu brak kompetencji, wyśmiewając pomyłki. W tym czasie kobieta jest jeszcze bardzo energiczna, nieustannie krząta się po domu i rozkazuje, komentuje, wygłasza swoje zasady i zawsze pokazywana jest jak upiór-dyktator: ostry ton głosu, ograniczona mimika, martwy wzrok – tak przynajmniej widzi ją Adam.

Później jednak pokazuje się inna strona Matki Polki – bezgraniczne poświęcenie dla skutkujące żałosnym stanem garderoby, która wygląda z szafy, jak wyrzut sumienia zapijającego się na śmierć Adama (Wszyscy jesteśmy Chrystusami). Kto wie, czy nie to właśnie jest kwintesencją matki, która od początku życia Adama stanowiła dla niego problem, której nienawidził, z którą nie potrafił się porozumieć i w związku z tym nie traktował jej jako człowieka. Matka Polka, nawet z elementami władczej boginii Tiamat, nawet zwalczająca inne kobiety syna, nawet przedstawiona jak rzecz, pozostaje jednak Matką Polką, czyli kobietą dbającą, karmiąca i poświęcającą się bezgranicznie.

No comments:

Post a Comment